Szukaj na tym blogu

piątek, 5 września 2014

„OBRAZY BRZYDKIE MORALNIE…” – WYSTAWY SZTUKI W XIX WIEKU, cz. 3



Jeszcze jedną ekspozycję obrazów europejskiej klasy mogli oglądać torunianie w kwietniu 1889 roku. Były to prace prof. Gustava Graefa z Berlina – słynne na cały świat obrazy oryginalne: „Märchen”, „Verfolgte Phantasie”, „Die Vier Elemente”, „Apotheosen der beiden verewigten Kaiser”, „Der Waldkobold”.
Prezentowano je w Toruniu w sali hotelu Muzeum, zaledwie przez kilka dni, ale za to przez 12 godzin dziennie (!) – od godz. 9.00 do 21.00.

Gustav Graef (1821-1895) specjalizował się w malarstwie portretowym i historycznym. Studiował na Akademii w Düsseldorfie, później w Monachium i ośrodkach europejskich (Antwerpia, Paryż, Włochy). Był członkiem pruskiej Akademii Sztuk Pięknych.
Tym większy był wstyd, kiedy... aresztowano go za rzekome wykorzystywanie nieletniego modela i krzywoprzysięstwo (1885). Ostatecznie jednak Graef został uniewinniony.
Ten artystyczno-moralny skandal odbił się echem w środowisku nie tylko berlińskiej bohemy. Pisała o nim nawet… „Gazeta Toruńska”.
„W stolicy uprzywilejowanego narodu „des Gottesfurcht u. edlen Sitte” dzieją się też rzeczy godne stać się przedmiotem analizy redaktorów Gall Mall Gazette. Nie zamierzamy wcale bawić się brudami ojczyzny „Bauernfägerów”, ale przytoczymy z należytą ostrożnością jeden fakt wielce charakterystyczny.
Słynny i powszechnie w Niemczech poważany artysta, profesor Graef, ojciec trojga dorosłych dzieci, dawniej portrecista, dziś jest malarzem brzydkich obrazów, do których malowania posługiwał się jakąś modelistką, niejaką Bertą Rother oraz jej siostrą. Miał nawet klucz do mieszkania Rotherów, która w czasie procesu okazała się moralnie upadłą i znikczemniałą.
Siostry Rother uwikłane były w proces o krzywoprzysięstwo, a p. prof. Graef o namawianie Berty do tej zbrodni. Powodem do krzywoprzysięstwa było pytanie, czy pomiędzy modelem a profesorem istniały pewne stosunki czy nie. W przebiegu procesu wyszły na jaw rzeczy rzucające nadzwyczaj smutne światło tak na świat artystyczny berliński, jako też na poglądy i zapatrywania tzw. sfer berlińskich.
Panna Berta Rother kosztowała p. prof. Graefa 36 000 mk, a obrazy przezeń malowane według tego modelu były tak moralnie brzydkie, że gdy się zdecydowano jeden z nich przedstawić sędziom, musiano użyć wszystkich środków ostrożności, aby go nie pokazać ciekawym widzom. Prof. Graef mimo najoczywistszych dowodów, jakie świadczyły przeciw niemu, zarzekał się, iż tylko „idealne” cele sztuki miał zawsze na oku – i sędziowie przysięgli uznali te powody za słuszne, bo wszystkich obwinionych uwolnili.
Podczas procesu fotografie Berty Rother (wypromowanej przez prof. Graefa na aktorkę) i fotografie jego obrazów miały ogromny pokup. Bercie idącej na ławę oskarżonych podawano i rzucano kwiaty, a publiczność wszystkich stanów i zawodów cisnęła się do lokalu sądowego. Po uwolnieniu otrzymała p. Rother kilka ofert od dyrektorów teatrów i właścicieli kilku wielkich lokali publicznych, ofiarujących jej miejsce kasyerek.
Prasa berlińska z wielkim zadowoleniem rozpisywała się o tych brudach i głosiła zasadę, że sztuka „idealna” ma swój inny kodeks, nie podlegający przepisom kodeksu karnego – tak, że np. Kreuz Ztg. uczuła się zniewoloną ostro wystąpić przeciw tego rodzaju dwoistemu kodeksowi.”

Coś jakby „pudelek” i mimowolna-reklama-za-wszelką-cenę – tyle, że w archaicznym, XIX-wiecznym wydaniu…

środa, 3 września 2014

„ŚWIAT ZNA TYLKO SROM SŁÓW, PĘDZLOM I DŁUTOM NAGOŚĆ PRZEBACZA…” – WYSTAWY SZTUKI W XIX WIEKU, cz. 2



Odbywały się w Toruniu wystawy malarstwa, także o europejskim charakterze (a przynajmniej dzieł o takiej randze). W listopadzie 1881 roku, zaledwie przez kilka dni, torunianie mogli podziwiać sławny cykl obrazów Hansa Makarta (1840-1884) "Pięć zmysłów"  (1872-1879). Wstęp do wielkiej sali ratuszowej kosztował tylko 50 fen. 

za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hans_Makart#mediaviewer/Plik:Makart_Fuenf_Sinne.jpg

Makart, akademik wiedeński, malarz, grafik, projektant, był osobowością nie tylko artystyczną, wywierał wpływ na teatr, operę, modę.
File:Makart Der Frühling.jpg
za: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Makart_Der_Fr%C3%BChling.jpg
Wcześniej, w 1890 roku, torunianie mogli podziwiać ostatnie dzieło Hansa Makarta, płótno wielkich rozmiarów pt. „Wiosna” (1884).
„Według recenzyj pierwszorzędnych powag ma być ten mistrz pędzla w ostatnim swym dziele większym, aniżeli we wszystkich swych dawniejszych wspaniałych alegoriach.” Dzieło Makarta prezentowano w Ratuszu, na początku grudnia, tylko przez kilka dni.

(Tu kilka innych obrazów Makarta.) 

Po śmierci Makarta w jednym z warszawskich pism opisanodość barwniejego karierę i osobowość.
(…) „Biografowie jego twierdzą, że będąc małym chłopcem spadł z wysoka na głowę i że ten wypadek nie przeszedł bez wpływu. Istotnie, Makart zdradzał często pewne zboczenia umysłowe. Raz np. podczas biesiady w jego domu zniknął. Goście długo poszukiwali daremnie, nareszcie spostrzeżono go… na dachu. Pomimo próśb i namów nie chciał zejść. Dopiero podstępem przyjaciele, upewniwszy go, że razem chcą odśpiewać serenadę na dachu, przystawili drabinę i sprowadzili mistrza.
W ostatnich latach życia, zapewne skutkiem nadmiernej pracy, przeplatanej wycieńczającemi zdrowie hulankami, Makart zapadł w rozstrój nerwowy, na który spokój domowy w drugiem małżeństwie był lekarstwem spóźnionem.
Urodził się on w 1840 roku w Salzburgu. Opuściwszy wiedeńską Akademię sztuk pięknych, która nie widziała w nim talentu, udał się do szkoły Pilotiego w Monachium. Pierwszem jego dziełem, unieważniającem surowy wyrok areopagu wiedeńskiego, była „Siesta”. W szybkim ciągu nastąpiły potem głośniejsze obrazy: „Nowoczesne amorki”, „Zaraza”, „Katarzyna Cornaro”, „Kleopatra”, „Wjazd Karola V”, „Pięć zmysłów”, „Dyana”, „Bachantki”, „Kąpiel”, „Cztery pory dnia” itd.
W pojmowaniu sztuki Makart był na wskroś poganinem i czcicielem zmysłowości, jak gdyby się urodził i wychował w atmosferze wieku Periklesa. Za Napoleona III „Salon” paryski wstydził się przyjąć do swych komnat jego „Zarazy”. Ale świat zna tylko srom słów, pędzlom i dłutom nagość przebacza. Toteż Makarta nie wyświęcono jak Zolę; owszem, w najarystokratyczniejszych salonach lubowano się jego ciałami, do których podobno nawet wielkie damy dostarczały modelów. Zresztą talent przełamywał skrupuły.

Makart nie był klasykiem w rysunku, ale czarodziejem w używaniu barw. Zdawało się, że jego obrazy wydają z siebie jakąś woń upajającą, która odurza zmysły. Urokowi temu poddawali się wszyscy, zarówno ci, którzy szczerze czczą ciało, jak i ci, którzy patrzą na nie przez szpalery palców – przy świadkach. Kąpiąc się zaś sam w rozkoszach życia, umiał artysta je malować. Gdyby mu losy włożyły do ręki pióro, byłby ogłoszonym za cynicznego rozpustnika, pędzlem pozyskał miano „wirtuoza barw”.
Dziś grekom wolno jeszcze istnieć w malarstwie i rzeźbie pod warunkiem, że nie przeniosą na płótno żadnej postaci z naturalistycznego romansu. Milion nagich bogiń i nimf, między któremi były i Ledy z łabędziami, przedstawili malarze nie zgorszywszy nikogo; jedna leżąca bez okrycia Nana obudziła w nas taki wstręt, że ją pozwolono oglądać tylko mężczyznom i akuszerkom.”
 (Prawda. Tygodnik Polityczny, Społeczny i Literacki, 1884)

poniedziałek, 1 września 2014

„STARYCH OBRAZÓW MAŁO I NIC ZNACZNIEJSZEGO…” – WYSTAWY SZTUKI W XIX WIEKU, cz. 1



W XIX-wiecznym Toruniu ważną formą aktywności kulturalnej były wystawy sztuki. Organizowano je m.in. w gmachu Strzelnicy, hotelu Muzeum, w Ratuszu, czasem do artystycznej ekspozycji dołączając ofertę sprzedaży prac i / lub możliwość zamówienia dzieł na miejscu.
W 1873 roku miała miejsce ekspozycja obrazów G. Schleisinga. Pokazano ją w Strzelnicy, zaledwie przez kilka dni na przełomie lutego i marca, gości przyjmowano codziennie przez 10 godzin (!), od godz. 8.00 do 18.00. „Wystawa ta przedstawia publiczności miłującej sztukę wielki dobór malowanych, jako też doskonale wykonanych obrazów olejnych drukowanych, uzupełnionych malaturą, akwareli, imitacyj i litografii krajobrazowych, historycznych, religijnych itp.” Autor zachwalał, że obrazy „pomimo ich dobrego wykonania są po umiarkowanych cenach do nabycia i mam to przekonanie, iż żaden z szanownych zwiedzających, wystawy bez ukontentowania nie opuści”. Schleising przyjmował też zamówienia na obrazy kościelne i oleodruki (oleodruk to rodzaj reprodukcji, odbitka imitująca obraz olejny. Tu o oleodruku lokalna ciekawostka).

Pierwsza wystawa sztuk pięknych zorganizowana przez Kunstverein w Ratuszu Staromiejskim miała miejsce w 1876 roku. Trwała zaledwie około trzech tygodni (26 czerwca – 17 lipca). Przygotował ją miejscowy Kunstverein (Towarzystwo Sztuki, funkcjonowało do 1892 roku). Prasa pisała, że towarzystwo to, które zawiązało się między niemieckimi mieszkańcami Torunia, liczące członków około dwustu, przyjęło do swego grona także kilku Polaków.
Pokazano ponad 200 przedmiotów sztuki, „po większej części obrazów olejnych rodzajowych, rodzajowo-historycznych, a najwięcej krajobrazów”, także dzieła profesorów z Królewca i Berlina. Jak oceniał komentator: „Całość robi bardzo dobre wrażenie. Starych obrazów mało i nic znaczniejszego. Z nowszych malarzy tylko niektórzy znaczniejsi nadesłali. Zwracają szczególniej malowania Heydecka, Knorra, Joepkiego.” (Johannes Heydeck, profesor Akademii Sztuki w Królewcu, zajmował się malarstwem portretowym i historycznym.

Po zamknięciu wystawy podsumowano: dochody z wstępnego i składek członków „przyniosły tyle, że po opędzeniu wszelkich kosztów zostanie może blisko 200 mk. i sztalugi do rozwieszania obrazów zakupione, wartości 300 mk.” Kunstverein postanowił postarać się o środki finansowe, aby zakupić kilka obrazów i rozlosować je pomiędzy członków. O tym, jakie dzieła wybrać, zadecyduje zarząd.
Jest i wątek niemiecko-polskich relacji w odniesieniu do sztuki. „Naszym zdaniem postępuje zarząd mylnie i przeciw interesowi powierzonej mu sprawy, że ogłoszenia swoje [tj. anonse o wystawach] ogranicza na same pisma niemieckie. Polacy się nie wpraszają, my też, podnosząc to tutaj z praktycznych względów, nie czynimy z tego kwestyi zasadniczej, ale jesteśmy przekonani, że uwzględnienie tej okoliczności, iż publiczność polska interesująca się sztuką czyta pisma polskie, miejscowych niemieckich zaś wcale nie (mówimy o okolicy), wyszłoby towarzystwu sztuk pięknych na dobre.”
Losowanie obrazów zakupionych przez Kunstverein weszło w zwyczaj. W 1880 roku, podczas kolejnej wystawy dzieł olejnych w sali ratuszowej, członkowie otrzymywali los oraz wstęp gratis. Pokazano wówczas ponad 300 obrazów.
Kunstverein organizował wystawy sztuki cyklicznie. Kolejną ekspozycję otwarto w Ratuszu w 1882 roku, „katalog wykazuje 251 numerów”.

O mnie

Moje zdjęcie
TORUNIARNIA i TORUNIARKA – jak firma i jej przedstawicielka. Tak właśnie ma być. Toruń to moja „firma”, na rzecz której pracuję od lat. Ten drugi neologizm – co do genezy analogicznie jak szafiarka. Toruniarką jestem od dawna. A zacięcie edukacyjne i przymus działania na rzecz dobra wspólnego należą do katalogu moich (licznych) wad. Jestem historykiem sztuki, zabytkoznawcą, regionalistką, muzealniczką (raczej byłam; zwolniona po ponad 26 latach pracy w Muzeum Okręgowym, zob. http://forum.pomorska.pl/mobbing-w-torunskim-muzeum-dyrektor-to-nas-nie-dotyczy-t92558/). Pracuję społecznie w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki. Będzie o: kulturze i sztuce Torunia, o zabytkach, rzemiośle artystycznym i wątkach obocznych. Także o mojej dzielnicy – Podgórzu. Rzeczy nowe, stare, wnioski, refleksje i pytania. Oby ciekawe... /TORUNIARKA – Katarzyna Kluczwajd/ https://www.facebook.com/katarzyna.kluczwajd Blog nie mógłby zaistnieć bez prac Andrzeja R. SKOWROŃSKIEGO – najlepszego fotografa dokumentalisty sztuki toruńskiej i w Toruniu. Andrzej ma zdjęcie każdego miejscowego zabytku i ciekawego miejsca, a jego ogromny album jest zawsze otwarty dla badaczy, tak jak On – dla przyjaciół.