Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 11 grudnia 2017

WARSZAWSKA - ŻYWE POMNIKI vel ROTACJA BOHATERÓW (ULICOLOGIA)

W lutym 1946 roku podczas posiedzenia MRN (Miejskiej Rady Narodowej), kiedy ustalono nazwy 39 projektowanych ulic, kiedy m.in. Bydgoską planowano zmienić na 9 Maja, MRN na wniosek klubu radnych PPS i PPR uchwaliła, aby zmienić nazwę ul. Warszawskiej na Kosynierów Gdyńskich.

W styczniu 1947 roku WRN (Wojewódzka Rada Narodowa) sugerowała uchylenie decyzji o nadaniu nazwy „Kosynierów...” – nie tyle z powodu zachowania nazwy poprzedniej, czy niestosowności historycznej tej proponowanej, ale ze względów głęboko ideowych: pojęcie „Kosynierów Gdyńskich” zawiera w sobie przeciwstawność pojęć trudną do zrozumienia i niemożliwą do zmienienia dla nowoczesnego człowieka. Już pod Racławicami konserwatywny chłop polski poszedł po bohatersku na wroga z przestarzałą bronią, bo z kosami. Po przeszło 150 latach pracy całego świata w kierunku postępu, Polska doprowadziła do tego, że na czołgi z tą samą teraz jeszcze bardziej przestarzałą bronią rzucili się nie konserwatywni chłopi, a już robotnicy nosiciele postępu i to w Gdyni, najnowocześniejszym mieście polskim! Trudno o większy absurd. Bohaterskiej postawy robotników nie trzeba udowadniać utrwalaniem tego rodzaju wynaturzonych symbolów, jakim staje się uwiecznianie bzdurnego mitu o „kosynierach gdyńskich”. Spotkałem w publikacjach niemieckich materiał na ten temat, poza jedną wzmianką o „Sensemännern von Gdingen”, pełna pogardy i ironii dla tego nonsensu, ani słowa. Rozmawiałem z wielu robotnikami pomorskimi na ten temat, na wzmiankę o „kosynierach” śmiali się tylko. Utrwalanie takich niepotrzebnych romantycznych gestów jest niewychowawcze na przyszłość. Dziwił się temu nawet swego czasu Osmańczyk na łamach „Przekroju”. Niech się ta ulica nazywa Partyzantów Gdyńskich czy inaczej, ale nigdy „Kosynierów Gdyńskich”. 

Procedura odwołań, z kancelarią Cywilną Prezydenta RP włącznie, była nieskuteczna. W czerwcu 1947 roku oddział drogowy donosi, że tablice z napisem „Kosynierów Gdyńskich” zdjęto 8 maja i przywrócono już te z nazwą „ul. Warszawska”.

Foto to i kolejne = z wędrówki ze Spacerowiczami
przed konferencją "młodszego pokolenia" (IV 2016)
nt. historyzmu

 







środa, 6 grudnia 2017

TORUŃ, KTÓREGO NIE MA, BYŁ! – W KSIĄŻNICY


Nie nadążam, nie nadążam… Nic nowego. Ale skoro adwent i święta za pasem (choć dopiero co była gwiazdka przecież...) wymuszone trochę spo-wol-nie-nie nastąpi. Może i dobrze.
Wszystkie 3 zdjęcia = Marek Ospalski
Wczorajsze spotkanie autorskie w Książnicy (patronat!) dotyczące mojej nowej książki pt. Toruń, którego nie ma (do nabycia już dziś w EMPORIUM = najlepszym sklepie z pamiątkami i miejscu z inspiracjami) dostarczyło mi sporo satysfakcji. Współpracujący ze mną wiedzą, że rzadko jestem zadowolona (taki typ… 😒), choć zawsze staram się tak samo mocno, ale tym razem mogę powiedzieć, że było OK 😁 (mam nadzieję, że analogicznie spotkanie oceniają uczestnicy… 😳).

ZEWNĘTRZNIE
 

Sala pełna, krzeseł zabrakło
, ludzie siedzą na schodach. Stoisko Domu Wydawniczego Księży Młyn oblegane, kolejka jak w dawnych czasach
😆😆 (panie, pan tu nie stał!) - szkoda, że fotografa nie było, żeby uwiecznić.
Witałam gości przy wejściu, jak na gospodynię przystało – wiele osób znajomych-znajomych z różnych prezentacji / konferencji / spacerów historycznych, znajomi z realu i z netu (dla dobra Ojczyzny, Torunia znaczy, ostrzę żądło e-reklamy i PR-u 😉), bliscy i przyjaciele. Tłum(ek) po prostu. W pewnym momencie konstatacja: zdecydowana większość panów… ooo? Ktoś zauważył: ale ważne, że kobieta rządzi!
😁 (ja znaczy 😁😁😁).


Pędzę na piętro, sala pełna, goście wciąż dochodzą, ale trza zaczynać, bo już pora, a spóźnień nie lubię. Część obowiązkowa: powitanie, wstęp – o książce i serii, której część stanowi, o Domu Wydawniczym Księży Młyn i jego ofercie regionalistycznej, o fenomenie historycznego zespołu Księży Młyn w Łodzi.
Wreszcie prezentacja = duuużo zdjęć, głównie z czasów PRL-u, także z międzywojnia, najmniej z czasów pruskich, bo o tym ostatnio w Książnicy sporo opowiadałam / gadałam – jako gadaczka, jak nazwałam swoje kolejne wcielenie
😁😁😁. Były też wątki z cyklu JĘZYKOWO (i śmiechu co nieco).
Jeden z uczestników podsumował (na fb):
Książka upolowana. Sala nabita. I takie zdjęcia z miasta Kopernika, że gały z orbit wychodzą! A wszystko to dzięki cennym zbiorom instytucji różnych i zdjęciom z domowych albumów i kolekcji (wszystkie w książce wymienione). Kontakty, kontakty, kontakty! – to najcenniejszy kapitał.
To jeden z Mikołajkowo-Katarzynkowych prezentów.

Prezentacja długa, ale na koniec nagroda = losowanie książek, które przeznaczyłam dla naszych gości. Czyli Katarzyna K. / toruniarka w roli św. Mikołaja
😉 (znowu facet! 😁). Trochę zamieszania z wypełnianiem karteczek i ich zebraniem do „maszyny losującej”. Karteczki z nazwiskami wylosowała Kamilka, towarzysząca na spotkaniu swojej mamie: 3 osoby dostały Toruń, którego nie ma, 3 osoby – moje książki wcześniejsze. Mam nadzieję, że sprawiłam Im radość 😌

WEWNĘTRZNIE
Mnie radość sprawiły ciepłe słowa i pozytywne opinie: i na temat „mojej osoby”, jak mówią w telewizorze 😆, i tego, co robię – to cieszy najbardziej. I daje energię do dalszej pracy.
Nasatysfakcjonowałam się (spróbuj wymówić szybko!) znowu na czas jakiś. Akumulatory podładowane.
Ta energia przyda się niemal od razu, bo kolejny pomysł, kiełkujący od dawna, zaczyna nabierać cech realnych (do realnych kształtów jeszcze trochę). W dużej mierze za sprawą rozmowy z p. Michałem Kolińskim, redaktorem naczelnym Domu Wydawniczego Księży Młyn – dziękuję!

Drogim i miłym Gościom dziękuję za serdeczne słowa i kwiaty, p. Mirosławowi Binkowskiemu za fajny materiał („poezja toruńsko-restauracyjna”, o czym niebawem w toruniarni).
Może goście nasi po spotkaniu rzucą się rzucać okiem do domowych albumów? Czekam na wieści!


niedziela, 3 grudnia 2017

SZEROKO-ŚCIOWO – 20: SZEROKIE ZAMIESZANIE NA SZEROKIEJ (TORUŃ, KTÓREGO NIE MA)



Ostatecznie już mogę zaprosić na promocję książki Toruń, którego nie ma (5 XII, godz. 18.00), która powstaje, hmmm, dość długo jak na moje standardy, ale cóż – takie życie. Nie wszystko da się zrobić w (szalonym) tempie ZABYTKÓW TORUŃSKICH MŁODSZEGO POKOLENIA 😀 Spotkanie promocyjne oczywiście w Książnicy Kopernikańskiej oczywiście.

Breitestrasse w czerwcu roku 1896,
podczas wizyty Kronprinza (następcy tronu).

A tymczasem wspomnienie Breitestrasse / Szerokiej, jakiej już nie ma. Dwie epoki – dwa wydarzenia: wizyta następcy tronu w czerwcu 1896 roku (więcej świetnych foto, ze zbiorów Książnicy, zob. w książce „młodszego pokolenia” Historyzm toruński XIX-XX wieku…) oraz – pamiętane przez starszych co nieco torunian wydarzenie bardziej prozaiczne = wymiana nawierzchni głównej ulicy zespołu staromiejskiego.

Zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej.

Dodaj napis
Zanim wymiana – najpierw „wykopki”… Potem kolejna modernizacjo-wymiana: z różnymi, hmmm, „ozdóbkami” (wiszącymi też nad chodnikiem). A teraz czasem zapadłe niespodzianki… 

Stara Szeroka także w postach WITRYNOWO,
TEŻ Z PRZESZŁOŚCI
 
i innych = do odszukania.

W ramach zachęty do lektury książki
pt. TORUŃ, KTÓREGO NIE MA,
😊 która już za chwilę w księgarniach!😊

piątek, 1 grudnia 2017

PRZEMYSŁOWO – 19: POTĘGA PRZEMYSŁU (TORUŃ, KTÓREGO NIE MA)



Fot. ta i kolejne: Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu


Tym razem wielki przemysł = potęga socjalistycznej gospodarki. DROBIARZE = Pomorskie Zakłady Jajczarsko-Drobiarskie, z siedzibą w dawnym schronie batalionu piechoty Twierdzy Toruń z czasów pruskich… Zakład miał tuczarnię kaczek, rzeźnię drobiu, zakłady wylęgu drobiu w Chełmnie, Radziejowie i Świeciu. 
W czasach PRL-u pracownicy mieli przywilej w postaci możliwości kupowania towaru wybrakowanego: kurczaków z pourywanymi nogami 😉, jaj wylewek, jeśli ktoś wie, o czym mówię... Socjalistyczna gospodarka w dużej mierze opierała się na handlu wymiennym, przynajmniej na poziomie tzw. ludności; znajomość z pracownikiem zakładów drobiarskich czy mięsnych była "nobilitująca" (praktycznie i żywieniowo 😀).



ELANA =
Zakłady Włókien Sztucznych Elana / Chemitex-Elana, jedna z miejscowych, głównych potęg przemysłowych socjalistycznej Polski w dziedzinie chemii. Rzeczywiście moloch i potęga tamtej epoki.
Ogromny zakłady postawiony w szczerym polu, zatrudniał wielką rzeszę robotników (w latach 80. kilka tysięcy), dla których budowano hotele robotnicze, przedszkola, ośrodki wypoczynkowe itd. Drugi etap budowy Elany (koniec lat 60. oraz 1971-1975) kosztował więcej niż wynosiły kwoty przeznaczone na rozwój przemysłu toruńskiego w ciągu całej dekady 1960-1970 (!).

 
 

MERINOTEX =
Toruńska Przędzalnia Czesankowa Merinotex, to jeden z wielkich pomników socjalistycznej gospodarki narodowej, wielki zakład z wielką liczbą pracowników. Miał własny dom kultury Prząśniczka.





 

METRON = Fabryka Wodomierzy i Zegarów Metron / Metron Fabryka Zintegrowanych Systemów Opomiarowania i Rozliczeń Sp. z o.o. Ma rodowód międzywojenny (zał. 1920), acz okres prosperity przypadł na czasy PRL-u. Rozsławił miasto za sprawą produkcji zegarów, przejętą w 1951 roku z Dolnośląskiej Fabryki Zegarów w Świebodzicach (d. Gustav Becker).

Fot. Artur Wiśniewski = Autor rozpoznał i podpisał 😉

POLCHEM = Toruńskie Zakłady Przemysłu Nieorganicznego
Polchem, o historii przed-PRL-owskiej. Polsko-Belgijskie Zakłady Chemiczne Polchem Sp. Akc. Powołano do życia w 1930 roku. Spółka rozwijała się prężnie, m.in. dlatego, że nie miała konkurencji. Po 1945 roku Polchem słynął m.in. z produkcji kwasu siarkowego i nawozów sztucznych, a także – lokalnie – z trucia i zasmradzania miasta. Emisje trujących gazów (głównie tlenki siarki) wskutek awarii w zakładzie odczuwalne były nawet na lewobrzeżu. 


A tu 1-majowe pochody z przedstawicielami zakładów pracy
= O-BO-WIĄZ-KO-WO!
Za niebycie groziły konsekwencje...

W ramach zachęty do lektury książki

O mnie

Moje zdjęcie
TORUNIARNIA i TORUNIARKA – jak firma i jej przedstawicielka. Tak właśnie ma być. Toruń to moja „firma”, na rzecz której pracuję od lat. Ten drugi neologizm – co do genezy analogicznie jak szafiarka. Toruniarką jestem od dawna. A zacięcie edukacyjne i przymus działania na rzecz dobra wspólnego należą do katalogu moich (licznych) wad. Jestem historykiem sztuki, zabytkoznawcą, regionalistką, muzealniczką (raczej byłam; zwolniona po ponad 26 latach pracy w Muzeum Okręgowym, zob. http://forum.pomorska.pl/mobbing-w-torunskim-muzeum-dyrektor-to-nas-nie-dotyczy-t92558/). Pracuję społecznie w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki. Będzie o: kulturze i sztuce Torunia, o zabytkach, rzemiośle artystycznym i wątkach obocznych. Także o mojej dzielnicy – Podgórzu. Rzeczy nowe, stare, wnioski, refleksje i pytania. Oby ciekawe... /TORUNIARKA – Katarzyna Kluczwajd/ https://www.facebook.com/katarzyna.kluczwajd Blog nie mógłby zaistnieć bez prac Andrzeja R. SKOWROŃSKIEGO – najlepszego fotografa dokumentalisty sztuki toruńskiej i w Toruniu. Andrzej ma zdjęcie każdego miejscowego zabytku i ciekawego miejsca, a jego ogromny album jest zawsze otwarty dla badaczy, tak jak On – dla przyjaciół.