Szukaj na tym blogu

wtorek, 10 lipca 2018

RYNKOWE NIEŚCISŁOŚCI

Każdy bez trudu rozpoznaje, prawda?

Ratusz Staromiejski, 4 herby na ryzalicie zachodnim, na elewacji południowej nie ma już zegara słonecznego.

Na Rynku Staromiejskim pomnik cesarza, ale... nie ma pomnika Kopernika - ten nie przetopiony na szczęście, a tylko "graficznie wykasowany".

Jest i "nadmiar"
- w postaci budowli w głębi,
dowód pocztówkowej konfabulacji.


Pocztówka sprzed 1918 r.
Archiwum Państwowe w Toruniu

poniedziałek, 2 lipca 2018

KSIĄŻKOWE „ŚWIĘTO ULICY” CZY RYNKU RACZEJ


Książkowe święto ulicy czy Rynku raczej to publikacja Sylwii Dullin pt. Toruńskie Nowe Miasto i jego mieszkańcy we wspomnieniach (XIX-XXI wiek). Autentyczne święto i uczta duchowa / czytelnicza (choć moje nieustające „święto ulicy-dzielnicy” dotyczy Podgórza, jak wiecie 😊). Wspomnienia, dygresje o życiu miasta i mieszkańców, stare fotografie – przeniosłam się w inny wymiar, bardzo to lubię. Trochę w tych „dawnych czasach” zadomowiłam się ostatnio mocniej ze względu na mój PODgórz i PODgórskie PODróże w czasie. Polecam! (tzn. i książką i podróże w czasie 😊)

Uczta czytelnicza nie tylko ze względu na treść samą, ale też formę, co warte podkreślenia, bo nieczęste w przypadku wspomnień. Wydawca (Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej) zadbał o opracowanie tekstu Sylwii Dullin, co uczyniła Sylwia Grochowina, która opatrzyła książkę wstępem i przypisami (ewenement w wydawanych ostatnio toruńskich wspomnieniach). Dzięki temu lektura daje czytelnikowi znacznie więcej niż same tylko osobiste wspomnienia autorki, ukazuje kontekst codzienności i kultury Torunia i torunian. Dzieje miejsca / historia miasta w przystępnej formie. Świetnym pomysłem było uzupełnienie tekstu Sylwii Dullin o wyimki z ówczesnych gazet, nie tylko ukazujące osoby, fakty, miejsca, ale też specyfikę i urodę dawnego języka. Ewenementem jest i to, że oprócz przypisów są indeksy! Zabrakło ich w znacznie obszerniejszych tomach wspomnień Zefiryna Jędrzyńskiego, Tadeusza Zakrzewskiego i innych, wydanych np. przez Wydawnictwo Adam Marszałek: o Mokrem, Chełmińskim Przedmieściu. Książka wydana przez Fundację Generał Elżbiety Zawackiej ma też lepszą formę edytorską.

Dla pełnej doskonałości zabrakło, według mnie, wybranej (przebranej mocno) literatury – nie takiej aspirującej do pełnego wykazu, bo ten stanowczo byłby zbyt obszerny. Myślę o wskazaniu wybranych publikacji poszerzających kontekst opowieści dla szczególnie dociekliwego czytelnika, niekoniecznie torunianina (bo my zwykle je znamy 😉), jak np. Historia Torunia, Toruński słownik biograficzny, Dzieje sztuki Torunia, Dzieje i skarby kościoła Świętojakubskiego w Toruniu, Nowe Miasto Toruń. 750 lat od lokacji, Toruńskie teatry świetlne, czyli kinaitd.



Do tej beczki miodu dodam jednak łyż(ecz)kę dziegciu, ale to t
akie tam szczególiki kinowej detalistki... Szkoda, że powtórzone zostało nieprawdziwe stwierdzenie, kilka lat temu przeze mnie sprostowane (także w toruniarni), że pierwsze w Toruniu kino to Corso z 1907 roku przy Rynku Nowomiejskim. Ta błędna informacja-zbitka funkcjonuje od lat, a ja od lat, staram się ją prostować i głosić zasługi w tej dziedzinie Joanny Łyskowskiej: Polki, która w pruskim Toruniu w kwietniu 1907 roku w Viktoria Park otworzyła pierwsze w mieście kino stałe. Łyskowska to pierwsza dama toruńskiego kina, co „głoszę” w różnych miejscach i przy różnych okazjach, ostatnio przy okazji 110-lecia stałego kina w Toruniu.
 

Co do info-zbitki z książki: owszem – było kino przy Rynku Nowomiejskim (okresowo nawet 2 obok siebie), ale te przybytki Maxa Müllera miały inne nazwy. Owszem – było tam i Corso, ale dopiero w czasach II RP, od 1921 roku (nieco wcześniej jako Nowości). Max zasłużył na miano pierwszego męża toruńskiej kinematografii jako twórca „kinematograficznego zagłębia” pn. Vereinigte Müller’s Lichtspiele (Müllera Złączone Teatry Kinematograficzne), w szczytowym okresie obejmującym 4 placówki, a także jako producent filmów i operator, autor pierwszego znanego filmu produkcji miejscowej z 1911 roku („Kornblumentag 1911”). W tym samym czasie, co placówki Łyskowskiej i Müllera, powstał na Nowym Mieście jeszcze jeden kinematograf – Zentral Theater Thorn (Centralny Teatr Toruń), przy na rogu Wielkich Garbar i Przedzamcza, pierwszy w Toruniem w nazwie.
Co do Apolla na Przedzamczu (s. 84) – początki kina w gmachu Strzelnicy sięgają w czasach pruskich: uruchomił je (także) w 1907 roku Polak Józef Przygodziński. Placówka w Strzelnicy działała do 1923 roku, pod różnymi nazwami, m.in. w latach 1921-1923 jako Apollo. Dopiero później było Apollo sezonowe, czynne latem w latach 1924-1927.
Tu jeszcze jedna dygresja dotycząca kin na terenie Nowego Miasta – Strzelnica to miejsce o najstarszej w Toruniu tradycji kinowej, to tu pod koniec w 1896 roku miało miejsce pierwsze w mieście przedstawienie żywych fotografii.

niedziela, 1 lipca 2018

FOTOGRAFIE KURTA GRIMMA - ODGÓRNE WZMOŻENIE I CENA Z KOSMOSU


To o książce pt. Okupowany Toruń w obiektywie Kurta Grimma. Niemiecka fotografia propagandowa ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Toruniu, wydanej przez Muzeum. Na tę książkę toruniofile czekali długo, baaaardzo długo. Nareszcie jest.
 

Szkoda tylko że niezbędne było rządowo-ministerialne wzmożenie dotyczące reparacji wojennych i związany z nimi odgórny program opracowywania strat wojennych (program: Badanie polskich strat wojennych, 2017). Bo tak zdaje się było, prawda? Było wieeele czasu i wieeeele okazji (jeśli komuś do działania potrzebny jest zawsze bodziec zewnętrzny / rocznica / wzMOŻEnie, prikaz itd. 😀), żeby ten kapitalny pod wieloma względami zabytkowy materiał UDOSTĘPNIĆ. Dziś „już” jest udostępniony / „udostempniony” 😕, ale popularyzacja w ograniczonym zakresie, bo cena z kosmosu (zob. Toruń w książkach).


Zespół fotografii Kurta Grimma, "nadwornego" fotografa hitlerowskich władz w okupowanym Toruniu, jest wartościowy dla dziejów i ikonografii miasta, to oczywiste, szkoda, że tak długo pozostawał tylko w czeluściach magazynów muzealnych. Największym i oczywistym atutem książki są same fotografie. Dobrze, że jest informacja nt. Grimma (Iwona Markowska; Grimm był i w toruniarni) oraz historyczne wprowadzenie ukazujące codzienność torunian na tle wydarzeń Wielkiej Historii (dr. hab. Sylwia Grochowina), pozwalające zrozumieć kontekst społeczny i kulturowy.

Kilka uwag po pobieżnej lekturze:
- oprócz wymienionych w Życiu codziennymkin, ważnych dla hitlerowców podobnie jak fotografia ze względów propagandowych: przy Prostej, Warszawskiej, Mickiewicza, działało też kino na Podgórzu pn. Berg, Bergtheater, a planowane było kolejne na przedmieściu Mokre. Ważne to o tyle, że okupanci zamierzali konsekwentnie „pokryć” obszar miasta siecią przybytków X Muzy, służących wiadomym celom.
- nazwy ulic podawane są niekonsekwentnie: czasem niemieckie z przełożeniem na aktualne, czasem tylko obecne
- literatura odnośnie do obiektów uwiecznionych na zdjęciach jest podawana tylko w niektórych przypadkach, co zrozumiałe w tej formule albumu, ale skoro jest – wypadałoby podać publikacje zawierające najnowsze ustalenia. Uwaga ta dotyczy np. Nowej Gazowni (poz. 296) – pierwsze monograficzne opracowanie to artykuł Marcina Ceglarskiego i JakubaPolaka; Pięknej Madonny (poz. 514) – zaskakujące, że (szczególnie w tym kontekście) zabrakło przywołania książki Włodzimierza Kalickiego i Moniki Kuhnke Uprowadzona Madonna.
- spis literatury – nieczytelny zapis dotyczący stron internetowych: brak tytułów przytoczonych stron, portal itd., a sam e-adres to nie zapis bibliograficzny (spróbuj wstukać bez pomyłki 😅).

Mankamentem książki jest, w mojej ocenie, włączenie w tok foto-opowieści o bieżącym życiu miasta widzianym okiem (i obiektywem) Niemca fotografii stanowiących kopie zdjęć sprzed lat i dekad, z końca XIX – początku XX w., wykonanych przez Grimma. Takie przeskoki, niekonsekwencja narracji mogą być mało zrozumiałe dla tzw. przeciętnego odbiorcy. Wystarczyło te zdjęcia-kopie wykonane przez Grimma wydzielić jako osobny podrozdział, przy okazji wspomnieć co nieco więcej o akcji systematycznego i metodycznego fotograficznego kopiowania dzieła sztuki przez hitlerowców – i kolejny krok do kolejnego albumu gotowy! Tym bardziej, że jest planowany drugi tom,  o czym wspomniano we Wprowadzeniu. Hmmm, czy zawartość trochę jak w moim (muzealnym jeszcze) opracowaniu pt. ZAGRABIONE, UTRACONE MUZEALIA TORUŃSKIE I INNE ZABYTKI MIEJSCOWE. O stratach wojennych Muzeum w Toruniu, ale i o powojennej "planowej gospodarce muzealiami"*? (przygotowanym lata temu bez bodźca zewnętrznego 😆😆😆). Tekst leży w Muzeum (w szufladzie / koszu na śmieci dyrekcji) od 2011 roku. (Pozdrawiam dyrekcję!)

*Efekty tego obszernego opracowania to m.in. artykuł o wypartej z historii niemieckiej galerii malarstwa, planowa gospodarka muzealiami w toruniarni, spotkania w Książnicy: m.in. o "trzech albumach toruńskich" tu (jeszcze pracując w Muzeum wnioskowałam o ich publikację...), o zdublowanym obrazie Zerwaniu mostu... tutaj, utracone judaica, czystka w Muzeum - tu też o obrazach odnalezionych w handlu antykwarycznym itp. itd.



Na koniec miałam ochotę dać zagadkę,
ale za trudna chyba nawet dla niektórych hmmm muzealników 😉. Zaryzykuję
.
Zadanie brzmi:
na fotografiach ze stron 116 (wnętrze restauracji w Dworze Artusa) i 225 (południowa pierzeja Rynku Staromiejskiego)
odszukaj detal-przedmiot-obiekt,
którzy przetrwał wojnę i znajduje się w zbiorach Muzeum.
Czekam na odpowiedzi!

poniedziałek, 25 czerwca 2018

ZIARNO W KŁOSIE, CIĄG FIBONACCIEGO I CO Z ZIARNA WYRASTA



Znów sprawdza się stwierdzenie: widzimy to, co wiemy / czujemy.
Subiektywnie kilka kadrów z 97. spaceru
Toruńskich Spacerów Fotograficznych

w Olenderskim Parku Etnograficznym w Małej Nieszawce.

Fot. Magdalena Białecka
Jeszcze niedawno kompozycję tę odebrałabym jako wyraz samotności, odrębności, izolacji. Samotności w tłumie. Dziś staram się dostrzec w tym obrazie raczej moc (zalążek mocy?) pojedynczego elementu
większej / większych całości, na dodatek świetnie zorganizowanych (ciąg Fibonacciego obecny i w przyrodzie). Także całości / wspólnoty w rozumieniu „szkatułkowym”: jedna w drugiej, druga w trzecie, i w kolejnych = ziarno w kłosie, kłos w łanie, łan na polu  


Fot. Renata Czerwińska
Bycie łanem / bycie razem czasem jest trudne, ale wzmacnia, pomaga radzić sobie z podziałami i odrzuceniem, daje siłę, żeby przeciwstawić się temu, co złe, niepożądane, dać odpór - stanąć murem. Czasem pomaga przebić szklany sufit / ścianę niemożności, choć przecież nie wszystkim i nie zawsze musi to się udać. Bycie łanem daje efekt synergii. Wielce to cenię, choć lubię być ziarnem indywidualizm to cecha niezbywalna. Też czasem trudna.  
Jak portret indywidualistki...
Fot. Grzegorz Chudzik
...acz czasem w towarzystwie.
Fot. Renata Czerwińska
Ta nieuchwytna „suma” od ziarenek, kłosów, łanów pochodząca – zgodnie z efektem synergii większa niż arytmetyczna tylko – czyli kosmos naszych myśli i emocji, dokonań i wstydów, pragnień, marzeń, upadków i zawiedzionych nadziei, lęków i realnego strachu, tworzy opokę, na której przeszłość spotyka się i splata nieuchronnie wciąż i bez końca z tym, co dziś dzisiejsze (bo dziś „jutro” przejdzie w kategorię „wczoraj”...).

Fot. Tomasz Drwięga
To z tej opoki wyrasta przyszłość.
Wyrasta jak z ziarna rzuconego w ziemię.



To tysięczny post w toruniarni!
Co z tego wy-rośnie?




O mnie

Moje zdjęcie
TORUNIARNIA i TORUNIARKA – jak firma i jej przedstawicielka. Tak właśnie ma być. Toruń to moja „firma”, na rzecz której pracuję od lat. Ten drugi neologizm – co do genezy analogicznie jak szafiarka. Toruniarką jestem od dawna. A zacięcie edukacyjne i przymus działania na rzecz dobra wspólnego należą do katalogu moich (licznych) wad. Jestem historykiem sztuki, zabytkoznawcą, regionalistką, muzealniczką (raczej byłam; zwolniona po ponad 26 latach pracy w Muzeum Okręgowym, zob. http://forum.pomorska.pl/mobbing-w-torunskim-muzeum-dyrektor-to-nas-nie-dotyczy-t92558/). Pracuję społecznie w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki. Będzie o: kulturze i sztuce Torunia, o zabytkach, rzemiośle artystycznym i wątkach obocznych. Także o mojej dzielnicy – Podgórzu. Rzeczy nowe, stare, wnioski, refleksje i pytania. Oby ciekawe... /TORUNIARKA – Katarzyna Kluczwajd/ https://www.facebook.com/katarzyna.kluczwajd Blog nie mógłby zaistnieć bez prac Andrzeja R. SKOWROŃSKIEGO – najlepszego fotografa dokumentalisty sztuki toruńskiej i w Toruniu. Andrzej ma zdjęcie każdego miejscowego zabytku i ciekawego miejsca, a jego ogromny album jest zawsze otwarty dla badaczy, tak jak On – dla przyjaciół.